W sieci

Tytuł nie oznacza nawiązania do filmu Barry’ego Levinsona z Demi Moore (pierwsze kilka razy oglądało się go naprawdę nieźle) ani do „rybackiego” czasopisma, jak kilka dni temu Tomasz Lis określił ogólnopolski tygodnik redagowany przez jednego z braci Karnowskich. Rzecz będzie zupełnie o czym innym. Już się tutaj zwierzyłem (wpis z 20 listopada), że w listopadzie miałem przyjemność spotkać się z towarzystwem wyjątkowych pasjonatów, rzadko w takim nagromadzeniu spotykanych, a u nas to już wcale. Istnieje pewna więź, która spaja grupę podmiotów z tego obszernego zbioru. Jest to chęć trwałego bycia razem, współpracy, pomagania sobie, inspirowania się i chwalenia się przed innymi. Jakoś tak wyszło, że sąsiadujący z sobą dyrektorzy muzeów górniczych w Lewarde (F), Marcinelle (B) i Wakefield (GB) – sąsiedztwo rozumiemy tutaj szeroko – postanowili kiedyś się spotkać, a potem się spotykać. I tak im już zostało. Po niedługim czasie zaprosili do wspólnych spotkań dyrektorów podobnych instytucji z miejscowości Bochum (D), Carbonia (I) i Zabrze (PL)– tych ostatnich, jako ostatnich, zaproszono w 2012 i przy okazji podpisano wówczas list intencyjny powołujący do istnienia Europejską Sieć Muzeów Górniczych. No to tytuł wyjaśniłem.

Owa sieć nie jest szczególnie widocznym ani nawet – między nami mówiąc – szczególnie aktywnym podmiotem na forum Europy. Ale niewątpliwie istnieje, przedstawiciele sieci spotykają się regularnie, kilka razy w roku, pod rozmaitymi pretekstami: ktoś zrobi nową wystawę, ktoś zorganizuje ciekawą konferencję, ktoś ważny przechodzi na emeryturę, ktoś inny ukończy świetną inwestycję. Działamy, piszemy do siebie, zastanawiamy się, kogo teraz do towarzystwa doprosić, odwiedzamy się, podziwiamy się, zazdrościmy sobie, obgadujemy się itd. Podczas listopadowego spotkania postanowiliśmy jednak wykonać krok, który nada jakiś bardziej konkretny kształt naszej działalności. Chcemy, aby coś rzeczywistego zaczęło się w sieci dziać poza umysłami jej twórców. Pojawił się pomysł (nie chwaląc się – nasz on był), aby stworzyć program wymiany kadr. Brzmi szumnie i zwyczajnie zarazem ale w tym gronie był on nowością i niezwykłością. Ale się przyjął. Partnerzy wysłuchali pomysłu z zainteresowaniem i po kilku pytaniach zaakceptowali go. Zanim zaczniemy jednak się pakować, na te wyjazdy przyjdzie trochę poczekać. Nie za długo, mam nadzieję, ale jednak.

Pomysł powstał na bazie doświadczeń szkolnych wyniesionych z programu Comenius. Był to prosty i błyskotliwy pomysł Komisji Europejskiej na wymuszenie międzynarodowej mobilności nauczycieli i uczniów. W ramach Comeniusa trzeba było skrzyknąć się w kilka szkół z różnych krajów i obiecać, że w ciągu 2 lat wyjedzie się do każdego z partnerów z grupką uczniów, a łączna grupa uczniów danej szkoły uczestniczących w wyjazdach będzie nie mniejsza niż… Oczywiście całość odbywała się w jakimś merytorycznym sosie ale mam wrażenie, że on nie był istotny. UE za wszystko płaciła. Program – marzenie. I ten właśnie ś.p. Comenius stał się inspiracją pomysłu wymiany pracowników – muzealników. Każde z sześciu muzeów w sieci przedstawi do końca grudnia swoje możliwości i oczekiwania w zakresie personelu, który mógłby przyjąć, ugościć i.. wykorzystać. Określi czas, na jaki zaprosi gości, warunki, w jakich ich zakwateruje i oczekiwania, jakie z nimi wiąże.

Szef muzeum górniczego w Zabrzu życzy sobie przyjazdu osób zajmujących się archeologią przemysłową (to jego konik), organizacją wystaw i organizacją tras zwiedzania. Na pewno znajdziemy chętnych!

Pytanie, kogo i dokąd my wyekspediujemy w ramach tej wymiany, jest na razie otwarte – musimy poczekać na deklaracje i warunki określone przez partnerów. Nie ulega jednak wątpliwości, że będzie to świetna okazja, aby  zobaczyć jak inni robią to samo, co my. Będąc jedynym muzeum górniczym w kraju – a ta specyfika dotyczy także naszych partnerów z europejskiej sieci – trzeba szukać punktów odniesienia za granicą, cieszę się, że je znaleźliśmy i zaczynamy z nich korzystać. Liczba muzeów górniczych w Europie jest policzalna, w sieci działa na razie jedynie 6 ale nawet w tym kameralnym gronie jest kogo podglądać. Polecam tę formułę!

PS
Przy okazji polecam też podziemne zwiedzanie – jedyne 320 m pod ziemią (www.kopalniaguido.pl)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>