Warsztaty „Dyskutowanie dla średniozaawansowanych” czyli synod na półmetku

Zbliża się rewolucyjny przełom (TVN) albo nie dzieje się nic szczególnego (Nasz Dziennik) – różne są relacje medialne z synodu. Wartościowym źródłem wiedzy są streszczenia poszczególnych wystąpień, które prezentuje na swoim blogu abp Gądecki (http://blog2014.archpoznan.pl/). Wiemy, że obrady przebiegają w formie indywidualnych wypowiedzi poszczególnych mówców, są podzielone na sesje przedpołudniowe i popołudniowe. W międzyczasie biskupi z pewnością dużo rozmawiają.

Niezależnie od nieznanych mi na razie bliżej rezultatów obrad synodu (albo znanych z relacji medialnych – na jedno wychodzi), jest inny wątek, który wydaje mi się ważny. Zastanawiałem się ostatnio, gdzie i kiedy biskupi mają w ogóle okazję dyskutować? W Rzymie w synodalnych kuluarach, (zakładając brak barier językowych) – ok, choć to pewnie kluby podobnie myślących, podobnym językiem władających, podobne szkoły kończących… Na zebraniach konferencji episkopatu – ok, choć różnie się słyszy – podobno rzeczywiste dyskusje są tam zredukowane do absolutnego minimum. Jeszcze gdzieś dyskutują? Nigdzie. Biskupi nie są przyzwyczajeni do formułowania swoich poglądów, a więc także do ich precyzowania w trybie wymiany rzeczowych argumentów. Formuła wystąpień synodalnych lub wygładzonych wypowiedzi na forum konferencji episkopatu to jedyne namiastki dyskusji, jakie mają okazję przeżywać hierarchowie. W diecezjach wykonuje się wolę biskupa, a nie z nim dyskutuje. Księża też nie są tytanami dyskusji, bo hierarchiczne środowisko duchownych w ogóle nie słynie ze stosowania tej formy komunikacji, poza życiem towarzyskim ale dziś nie o tym. Z proboszczem też na ogół trudno dyskutować, bo przeważnie wie lepiej. Już w seminarium duchownym klerycy mylnie zaczynają uważać pogłębione przyjmowanie prawd wiary za najlepszą formułę komunikacji międzyludzkiej. Minimum aktywnej dyskusji, maksimum przyjmowania z pokorą. I taki model relacji komunikacyjnej przyswajają jako własny i najbardziej typowy z tym, że w seminarium są w tej pochyłej relacji na dole, a potem zaczynają zajmować miejsce na górze. Dolne ramię tej relacji jest przeznaczone dla duchownych niższych (niższych wg różnych klasyfikacji) lub dla wiernych. Ostatnie rzeczywiste dyskusje mogły więc mieć u nich miejsce w liceum, pod warunkiem, że nie mieli leniwych nauczycieli – niewolników metody wykładowej.

Rzeczywista dyskusja to w moim odczuciu taka forma komunikacji, w której różni rozmówcy mając przed sobą określony problem, uczciwie dążą do jego zrozumienia. Opisują go – każdy wg własnej wrażliwości, wiedzy, doświadczenia, poznając jednocześnie siebie nawzajem. W pewnym momencie rozmówcy ci formułują konkluzje uwzględniające wypowiedziane argumenty. Gdyby jako temat do dyskusji wziąć „komunię dla rozwiedzionych żyjących w powtórnych związkach”, to rzeczywista dyskusja powinna przede wszystkim umożliwić rozmówcom zrozumienie różnorodnych, rzeczywistych przyczyn i skutków życia w związkach cywilnych, a konkluzje powinny stanowić zestaw argumentów „za” i „przeciw” udzielaniu im komunii św. Dla przeciwwagi – pozorna dyskusja na ten temat polegałaby na opisywaniu związków cywilnych przez pryzmat ujęć literackich (autorstwa pobożnych duchownych), a konkluzjami byłyby epickie określenia poziomu niezgodności pomysłu z przytoczoną literaturą.

Skutkiem takich minimalnych doświadczeń biskupów z dyskutowaniem jest brak umiejętności odnoszenia się do nowatorskich pomysłów. Biskupi po prostu nie potrafią ad hoc oceniać nowych pomysłów duszpasterskich inaczej niż przez odniesienie ich do znanej sobie literatury. Przy czym zasada interpretacyjna jest taka: im wyżej postawiony autor tejże literatury, tym mniejsza potrzeba refleksji nad nowatorskim pomysłem. Po prostu: pomysł zgadza się z literaturą i jest dobry lub nie zgadza się z literaturą – jest nie do przyjęcia. Ten styl myślenia jest do pewnego stopnia być może niezbędny w uprawianiu niektórych dziedzin teologii ale jest nie do przyjęcia w duszpasterstwie, bo tu się pracuje z ludźmi.

Wg przecieków z synodu, dziennikarze radia watykańskiego są ujęci klimatem obrad, tym, jak dobrze funkcjonuje początkowa prośba papieża, by mówić otwarcie, co się myśli, bez autocenzury, a zarazem by uważnie i życzliwie słuchać tego, co mówią inni. Są pod wrażeniem wielości informacji i skomplikowania sytuacji na różnych kontynentach (eKAI). Optymistyczny przekaz cieszy ale nie zmienia to faktu, że uczestnicy synodu usiedli, jak na wykładzie, a nie jak do dyskusji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>