Warto się spotykać!

Wśród wszystkich sposobów (między)ludzkiego poznawania – najcenniejszym jest spotkanie. Można kogoś poznawać słuchając o nim opowieści albo czytając o nim teksty. Można czytać jego teksty albo słuchać lub oglądać go w mediach, jeśli to możliwe. Można go obśmiewać w żartach (nawet jeśli nie bezpodstawnych), można na różne sposoby doświadczać rezultatów jego życia i twórczości. Wiele jest możliwości poznawania, ale wśród nich najbardziej efektywne jest spotkanie. To intuicyjnie oczywiste, ale można też przekonać się o tym np. spotykając się z kimś, kogo poznawało się dotychczas innymi kanałami, pośrednio. Zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością bywa miłe i o ile jest uczciwie przeżywane, zwykle prowadzi do zmiany – najczęściej do zmiany wyobrażeń. Pod tę serię refleksji natury ogólnej można by podstawić dowolne osoby i sytuacje – założę się, że w ogromnej większości będą pasować. Ale ku konkretom!

Przydarzyło mi się wczoraj spotkanie z facetem, którego poznawałem od jakiegoś czasu czytając jego teksty albo czytając komentarze do jego twórczości. Nawet samemu zdarzało mi się tę twórczość subiektywnie komentować. Czy przybliżyło mnie to do poznania tego człowieka? Obawiam się, że wątpię. Tomasz Terlikowski, bo o nim mowa, należy do ludzi, którzy sporo zyskują przy bliższym poznaniu. Cieszę się, że dane mi było to spotkanie i ta rozmowa. Dzięki temu z moich o nim wyobrażeń (czyli z tzw. jego wizerunku) znika część przymiotów, którymi obdarzałem go zaocznie. To jest publicysta wyrazisty, bo ta wyrazistość jest dziś warunkiem aktywnej i szerokiej obecności w przestrzeni publicznej. Jeśli ktoś utrzymuje siebie i rodzinę (u Terlikowskiego – 7-osobową) z działalności publicystycznej, jest skazany na bycie wyrazistym. Ten styl automatycznie grupuje zwolenników i przeciwników – zakładam roboczo, że większość ludzi (nie przesądzam, jak wielka), którzy znają poglądy Terlikowskiego, nie zgadza się z nim. Pisze bowiem i mówi bardzo asertywnie, dosadnie, twardo, ale także nierzadko prowokacyjnie, ocierając się o skandal – bo tak buduje się medialną wyrazistość.

Spotkanie z Tomaszem Terlikowskim miałem przyjemność – wraz z koleżanką – prowadzić. Nie dało mi to możliwości swobodnej rozmowy z gościem. Musiałem być koncyliacyjny i neutralny – do tych klimatów nie jest mi daleko, ale akurat w rozmowie z Tomaszem Terlikowskim chciałem zapytać o styl jego wypowiedzi, ten wyrazisty styl. Chciałem zapytać, czy z punktu widzenia ewangelizacji, a sądzę, że taki cel ogólny przyświeca jego działalności publicystycznej, stosowanie ostrego języka jest do przyjęcia i czy może być skuteczne. Chciałem później, w razie potrzeby, „docisnąć” rozmówcę (jakkolwiek to brzmi w odniesieniu do Terlikowskiego) i dopytać, czy potrafi sobie wyobrazić nawrócenia pod wpływem swoich tekstów…? (pytanie miałoby być z podtekstem – zakładam, że to nie możliwe, aby ktoś się nawrócił pod wpływem lektury tekstów Terlikowskiego). Nie zadałem jednak tego pytania ja, ale podobne pytanie zadał jeden z uczestników. Pan redaktor odpowiedział (cytuję z pamięci), że podoba mu się styl męski dyskutowania i głoszenia Ewangelii, powiedział, że czuje poważny niedosyt tego stylu w duszpasterstwie Kościoła, w homiliach – wszystko jest stylistycznie dopasowane do wrażliwości kobiet, a co z mężczyznami? W swoich wypowiedziach był Tomasz Terlikowski bardzo uczciwy i autentyczny – za to szanuję go jeszcze bardziej. Nie zaprzeczył, że utożsamia się z obozem „dobrej zmiany” ale jednocześnie był w stanie wytknąć wiele mankamentów obozu rządzącego. Przyznał, że w aktualnym sporze parlamentarnym czuje przynależność do jednej ze stron, ale dodał też, że obydwie strony zapędziły się w kozi róg, nie zaprzeczył, że kiedyś z łatwością pisał o Śląsku, ale od jakiegoś czasu zaprzestał publikowania komentarzy na ten temat, bo uznał, że z pozycji mieszkańca Warszawy nie jest w stanie pojąć wszystkich niuansów tutejszej sytuacji społeczno – kulturalno – politycznej, itd. Uczciwość intelektualna Tomasza Terlikowskiego nie była pozą – była autentyczna.

Nie uciekliśmy zatem od spraw bieżących, a także od polityki, ale największe moje uznanie wzbudziły refleksje na temat życia rodzinnego. Gdyby nie fakt, że facet jest mężem i ojcem piątki dzieci, można by je uznać za przysłowiowe bujanie w obłokach, za oderwanie od twardej rzeczywistości, która jest inna niż on mówi. Ale on tak właśnie żyje. Tak, czyli jak? Mają wraz z żoną piątkę dzieci, bo po to jest małżeństwo – żeby mieć dzieci. Państwo – owszem – pomaga jakoś w ich wychowywaniu, ale priorytetem jest rodzina i parafia. Dzielnica Warszawy, w której mieszka Terlikowski, liczy 300.000 mieszkańców, a jego parafia tylko 15.000 – to też dużo, ale znajomość ludzkich spraw i możliwości pomagania są w tej wspólnocie o wiele większe. Małżonkowie należą dodatkowo do jednej ze wspólnot katolickich – to ona daje czasem oparcie i efektywną pomoc. Tomasz Terlikowski – jak sam powiedział – nie jest genderowy, dlatego odpowiedzialnością za rodzinę dzielą się z żoną w ten sposób, że jemu przypada w głównej mierze troska o jej utrzymanie, a jej – o wychowywanie dzieci. W tych rolach oczywiście się uzupełniają, ale niekoniecznie w symetrycznych proporcjach. Terlikowski uznaje też, że większym złem dla dziecka jest rozwód niż śmierć jednego z rodziców – na poparcie tej kontrowersyjnej na pierwszy rzut oka tezy, potrafi przytoczyć rezultaty obszernych badań naukowych prowadzonych przez bodaj dwie dekady w USA. Wieloma dobrymi i ciekawymi refleksjami podzielił się nasz gość z uczestnikami spotkania. Warto było się z nim spotkać, warto było porozmawiać i warto będzie go czasem poczytać – bo to mądry facet jest. Wyrazisty do granic skandalu – ale mądry. I jeszcze jedno – nie trzeba się z nim zgadzać, ale totalne przekreślanie go za opinie, którymi się podzielił lub za styl niektórych jego wypowiedzi – jest przedwczesne. Przekonałem się o tym podczas spotkania. Spotkania mają przyszłość!

Nieco szerzej o spotkaniu – zapraszam tutaj. A jeszcze szerzej: www.facebook.com/ZamkoweWieczory

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>