WDŻ nieobowiązkowy.

„To jest jakaś paranoja, po co chodzić do szkoły?” – żachnęła się Monika Olejnik w rozmowie z Joanną Kluzik – Rostkowską. Dziennikarkę wzburzyły ciągi dni wolnych, jakie pojawiają się w szkolnych kalendarzach zajęć z powodu różnych okazji. Najnowszy taki ciąg wkrótce się zacznie m.in. w województwie mazowieckim. Dziś uczniowie wrócili tam posłusznie do szkół ale w przyszły piątek znów je na 2 tygodnie pożegnają z powodu ferii zimowych. Dariusz Chętkowski, znany łódzki belfer, postulował ostatnio ogólnopolskie połączenie przerwy świątecznej z feriami zimowymi. Argumentował przede wszystkim ekonomicznie – podobno tak byłoby taniej.

Panie rozmawiały jeszcze o zmianach w ustawie o systemie oświaty, które to zmiany mają umożliwić kuratoryjnym wizytatorom wchodzenie na lekcje bez uprzedzenia. Swoją drogą, jakoś wcześniej nie zauważyłem, że ta kwestia jest regulowana ustawowo. Podobno propozycje te zostały oprotestowane przez jakiś prawicowy portal, jako pomysły idące dalej niż w państwach totalitarnych. Olejnik była jednak po stronie proponowanych zmian, bo powiedziała w tym kontekście o nauczycielach sarkastycznie: „bardzo wrażliwa grupa”. Kluzik – Rostkowska wyjaśniła, że chodzi wyłącznie o takie wejście bez uprzedzenia, które miałoby miejsce w czasie zaplanowanego jednak pobytu wizytatora w szkole, np. w ramach zewnętrznej ewaluacji (dawniej: wizytacji). Uzasadnienie pani minister: nauczyciel, który rzetelnie realizuje program nauczania nie musi w żaden sposób obawiać się takiej dodatkowej wizyty. Jestem za, pod warunkiem, że jednocześnie zmieniony zostanie regulamin kontrolowania kuratoriów przez MEN w ten sposób, że kontrola dotycząca określonych aspektów pracy kuratorium mogłaby być swobodnie rozciągana na każde stanowisko pracy. Dlaczego nie? Przecież każdy wizytator/urzędnik, który sumiennie wykonuje swoje obowiązki, nie musi się obawiać takiej niezapowiedzianej wizyty.

Ważnym wątkiem tej rozmowy był temat edukacji seksualnej. Minister Kluzik – Rostkowska opowiedziała o przeprowadzonych na zlecenie MEN badaniach opinii, które polegały na ankietowaniu czterech dziesięcioosobowych grup rodziców, wśród których pięcioro rodziców miało poglądy konserwatywne, a pięcioro liberalne. Ku zaskoczeniu – a było to zaskoczenie także samych ankietowanych – różnice nie dotyczyły tego, czy organizować edukację seksualną w szkołach. Co do tego, że należy to czynić, ankietowani byli zgodni. Istotne rozbieżności opinii dotyczyły zaledwie dwóch szczegółowych kwestii programowych: wiedzy o środkach antykoncepcyjnych oraz tematu podejścia do homoseksualizmu. To kwestie szczegółowe, co wcale nie znaczy, że marginalne.

Prawo oświatowe już od lat daje rodzicom możliwość zapoznania się z programem zajęć z wychowania do życia w rodzinie i zaopiniowania go. Tylko nauczyciel samobójca decydowałby się na realizację programu negatywnie zaopiniowanego przez rodziców. Praktyka jest jednak taka, że bardzo często rodzice nie są zainteresowani tym zaopiniowaniem. Nauczyciele stają na głowie, żeby skutecznie dotrzeć do rodziców z zaproszeniem na takie spotkanie – piszą zaproszenia, proponują spotkania w tych samych dniach, kiedy odbywają się zebrania z wychowawcami albo konsultacje z nauczycielami. I nic. Jeśli ktoś przychodzi, to raczej przez przypadek. Dość często też rodzice nie wyrażają zgody na udział dzieci w tych zajęciach. Żałuję, że nie dysponuję w tym momencie konkretnym rozeznaniem ale pamiętam, że swego czasu na poziomie jednej klasy, gdzie uczyły się 3 oddziały (np. 3 klasy drugie), uzbierać udało się zaledwie jedną niewielką grupkę na tzw. WDŻ. Frekwencja i tak była znikoma. Zastanawiałem się kiedyś, w czym te zajęcia mogą wyręczać rodziców? Co moim synom może lepiej (niż my sami: moja żona i ja) przekazać o życiu w rodzinie taka czy inna pani? Ciężko odpowiedzieć. Wyobrażam sobie, że bywają takie sytuacje rodzinne, w których faktycznie nauczyciel zrobi to lepiej albo zrobi to w ogóle… Biorąc jednak pod uwagę opór materii rodzicielskiej i uczniowskiej wobec tych zajęć – nie od rzeczy jest refleksja o potrzebie ich organizowania w formie odrębnych lekcji..? Cieszy mnie deklaracja Joanny Kluzik – Rostkowskiej, że zajęcia te nie powinny być obowiązkowe. To krok w dobra stronę, tym bardziej, że jej opinia nie wynika z przyczyn ideologicznych typu: walka z postępem czy przymilanie się Kościołowi itd. Wynika z dobrej orientacji w praktyce i zdrowego rozsądku.

Dla dociekliwych_1 – cała rozmowa:
http://www.tvn24.pl/kropka-nad-i,3,m/joanna-kluzik-rostkowska-zajecia-z-edukacji-seksualnej-powinny-byc-dobrowolne,502355.html

Dla dociekliwych_2 – przykładowy program nauczania „Wychowania do życia w rodzinie”
http://www.wychowanie.pl/docs/Program-nauczania-Moje-dorastanie.pdf

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>