Wyleczyć, aby zabić czyli kara śmierci po amerykańsku

Bracia Carnajew, czyli Czeczeni odpowiedzialni za zorganizowanie dwa lata temu zamachu podczas maratonu w Bostonie, nie od razu wpadli w ręce policji. Zdaje się, że dopiero po 4 dniach udało się sprawę doprowadzić do końca. Jeden z zamachowców zginął w strzelaninie, drugi (Dżochar Carnajew) został znaleziony w łodzi zacumowanej na tyłach domu jednorodzinnego. Przypuszcza się, że kiedy przestępca ukrył się w tej łodzi był ranny na skutek postrzału w strzelaninie, w której zginął jego brat. Kiedy bowiem właściciel posesji zauważył przy łodzi ślady krwi – powiadomił policję. Stróże prawa pojawiwszy się na miejscu, wezwali ukrywającego się do wyjścia. Ze względu jednak na brak reakcji oddali w kierunku łodzi kilkadziesiąt strzałów. Po akcji policjantów znaleziony w kałuży krwi zamachowiec nie nadawał się do przewiezienia do sądu ani do aresztu. Z ranami postrzałowymi głowy, szyi, nóg i ręki został umieszczony na oddziale ratunkowym szpitala w Bostonie, gdzie lekarze uratowali mu życie.

USA są bodaj jedyną demokracją na świecie, w której wykonuje się kary śmierci. W stanie Massachusetts akurat się jej nie wykonuje. Ok. 30 lat temu najwyższy wymiar kary został definitywnie zniesiony w tamtejszym prawie stanowym ale Carnajew, jako terrorysta, został postawiony w Bostonie nie przed sądem stanowym, a federalnym, więc karę śmierci dostał. Upłynie jednak wiele lat zanim wyrok zostanie wykonany. Na ułaskawienie raczej nie ma co liczyć.

W cywilizowanym świecie przyjmuje się, że kara orzekana przez wymiar sprawiedliwości powinna spełniać trzy funkcje: zabezpieczać społeczeństwo przed przestępcą, odstraszać innych potencjalnych sprawców od popełniania czynów zabronionych, a także przyczyniać się do poprawy ukaranego przestępcy. Różnie bywa ze skutecznością tych funkcji, tym nie mniej one takie właśnie są. Rozpatrując każdą z nich w odniesieniu do kary śmierci widać wyraźnie, że najwyższy wymiar kary czyni zadość tylko pierwszej z tych funkcji – trwale izoluje bowiem sprawcę od społeczeństwa. Jak na dłoni widać natomiast, że kara śmierci od popełniania przestępstw skutecznie nie odstrasza, bo gdyby odstraszała – nie byłaby orzekana. Czy przyczynia się do poprawy skazańca? Nie wiadomo. Z jednej strony czas oczekiwania na wykonanie wyroku, zwłaszcza kiedy człowiek wie, że jego dni są precyzyjnie policzone, na pewno przyczynia się do zmiany poglądów i nastawień, często na lepsze. W takich okolicznościach można się szczerze poprawić i uczciwie nawrócić. Z drugiej strony – wiemy, że nie zawsze tak się dzieje.

Biorąc pod uwagę funkcje kar – najwyższy wymiar kary przede wszystkim nie jest potrzebny. Zarówno trwała izolacja przestępców, jak i inne funkcje kar mogą być dziś skutecznie realizowane w innych formach. O ile ryzyko wyjścia na wolność sprawców najcięższych przestępstw będzie znikome, dożywotnie pozbawienie wolności załatwia sprawę. Demokracja może nie jest najtańszym ustrojem ale lepszego – jak wiadomo – na razie nie wymyślono. Radykalne konsekwencje wyciągnęli z tego faktu Skandynawowie, gdzie więźniowie izolowani są w warunkach niedostępnych dla niektórych warstw społecznych w wielu krajach świata. Ich standardy więziennictwa dobrze wpisują się w tę funkcję kary, która ma na celu poprawę sprawcy przestępstwa. Mniej kładzie się tam nacisk na sankcję, karę, odwet – bardziej na poprawę. Taka u nich filozofia.

Kara śmierci jest zbyt definitywna. Istnieją statystyki ukazujące w tym zakresie skalę  prawdopodobnych pomyłek sądowych, których niestety nie da się cofną ani naprawić. Kara śmierci, jako bestialska zemsta, kompletnie nie przystaje do standardów dojrzałych demokracji. Okazuje się, że lekarze uratowali życie Dżochara Carnajewa po to, aby można go było za jakiś czas w majestacie prawa zabić. Jak na moją wrażliwość – zbyt perwersyjna logika rządzi taką „sprawiedliwością”. Odrestaurowanie walącego się domu, aby potem – zgodnie z prawem budowlanym – go zburzyć albo naprawa rozlatującego się samochodu, aby go – zgodnie z przepisami – zezłomować, to przykłady braku rozsądku, wybujałego formalizmu, krótko mówiąc – głupoty. A gdy idzie o człowieka: wyleczyć, aby zabić – ktoś naprawdę myśli, że to ma jakikolwiek sens?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>