Wyznanie sprawcy

Pamiętam dobrze tamte czasy, ale nie przypominam sobie, żeby w programie 997 pułkownik Jan Płócienniczak, a potem Michał Fajbusiewicz kiedykolwiek identyfikowali sprawców (lub ofiary) wg ich wyznania. Nie pamiętam, aby kiedykolwiek w tym programie mówiono, że znany policji i poszukiwany ten a ten, był wysokiego wzrostu, krępej budowy ciała, twarz owalna, oczy zielone, włosy czarne, katolik. Nie tylko wtedy tak nie mówiono. Także dzisiaj nie słyszy się, aby charakterystyka sprawcy obejmowała jego wyznanie. Pijany kierowca, 26-latek, katolik, zabił 6 osób w Kamieniu Pomorskim – czy ktoś czytał podobną informację kilka lat temu? Albo taką: Marcin P., twórca Amber Gold, wielokrotnie wcześniej skazywany, katolik, aresztowany przez Sąd w Gdańsku. Albo świeża, dramatyczna sprawa: 27-letni Ukrainiec, niemal 2 promile w wydychanym powietrzu, prawosławny, usłyszał w Jeleniej Górze prokuratorskie zarzuty. Albo jeszcze dla uzupełnienia: norweski ekstremista Anders Breivik, ewangelik, dokonał dwóch krwawych zamachów w Oslo i na wyspie Utoya.

Inaczej sprawy się mają, kiedy w grę wchodzi muzułmanin. Wówczas jego islam jednoznacznie wskazuje na przyczyny danego wykroczenia lub przestępstwa. Wiadomo – muzułmanin. Algierczyk, Tunezyjczyk, Irakijczyk a nawet Turek – to brzmi podejrzanie, niebezpiecznie. Bycie muzułmaninem jest dziś stygmatem mocniejszym niż wszystkie inne. Bycie muzułmaninem – sprawcą przestępstwa jest dziś związkiem logicznym. Więcej: jest następstwem przyczynowo – skutkowym. Bycie wyznawcą islamu bywa dziś także – o zgrozo – stanem wyższej konieczności, który w odbiorze społecznym ma moc usprawiedliwiania profilaktycznych gestów niechęci, aktów słownej agresji, zniszczenia mienia lub nawet czynną napaść. Bo muzułmanin to ISIS, Al-Kaida, samotny wilk – terrorysta. Nawet muzułmanin niezbyt praktykujący, mieszkający w Polsce od lat, tutaj studiujący, zakładający rodzinę, prowadzący własny biznes – nawet taki muzułmanin jest coraz częściej człowiekiem niższej względem nas, Polaków – katolików, kategorii.

Tragicznie zakończył się sylwestrowy wieczór w Ełku. Zaczęło się niewinnie. Dwóch kupli przyszło – jak to się mówi – na kebaba. W barze doszło do „sytuacji zaczepnej” – jeszcze dokładnie nie wiadomo, co tam zaszło, prokuratura bada sprawę. Jeden z kumpli wyszedł z baru zabierając dwie butelki napojów bez płacenia. Kucharz wybiegł za nim, wywiązała się bójka. Pracownik baru przyznał, że podczas szamotaniny mógł użyć noża. Złodziej, raniony trzema ranami kłutymi, zmarł na miejscu. Ewidentne przekroczenie granic obrony koniecznej przez kucharza. Ewidentne także złamanie zasad – usiłowanie kradzieży ze strony jednego z kumpli. Jak to możliwe, że taka tragedia wywołała największe w kraju zamieszki, których skutkiem była zakrojona na szeroką skalę akcja policji i liczne aresztowania? Możliwe, bo ci dwaj kumple, to Polacy, znani wcześniej policji i karani za groźby i rozboje, katolicy, a pracownicy baru to Tunezyjczyk (kucharz) i Algierczyk (właściciel), obydwaj – jak należy domniemywać – muzułmanie. Dwie okoliczności: miejsce urodzenia i wyznawana religia pozwoliły ludziom pójść na całość. Wyzwoliły frustrację i agresję. Pod barem doszło do aktów wandalizmu – lokal został poważnie zniszczony. Całe zajście zostało – jak się okazuje – sfilmowane i umieszczone w sieci. Na nagraniu widać młodzieńców wybijających okna w barze oraz publiczność bijącą chuliganom brawa. To ponura zapowiedź postępującego zdziczenia i ostatecznego upadku naszej chrześcijańskiej cywilizacji. Nie jest to jeszcze upadek totalny, ale jednostkowy. Upadek w Ełku. Zapewne nie dotyczy też całej populacji chrześcijan w Ełku, tylko jej części. Ale jest to upadek ekstremalnie smutny. Przede wszystkim dlatego, że zginął młody człowiek, że skończył się jego świat, że cierpią jego najbliżsi. Przede wszystkim także dlatego, że reakcją na relatywnie małe zło (kradzież) okazało się wielkie zło (zabójstwo), a w konsekwencji sytuacja doprowadziła do zła w wymiarze społecznym – do nienawiści na szeroką skalę. Chrześcijanie powinni uczyć się zło zwyciężać inaczej niż złem jeszcze większym, bardziej siłowym i bezwzględnym – tak myślę.

Zło nie ma przypisanego wyznania. Sprawca tragicznego wypadku, oszust, złodziej zabójca, terrorysta – to nie jest z założenia chrześcijanin albo muzułmanin, zwolennik tej czy innej partii, mieszkaniec tej czy innej dzielnicy lub miejscowości, kraju czy regionu świata. To po prostu człowiek. Człowiek, który z jakiegoś powodu, w jakimś momencie swojego życia czyni zło. Jak odnosimy się do ludzi i jak odnosimy się do czynionego przez ludzi zła – zależy od nas. Utożsamianie człowieka ze złem to – zależnie od skali i zastosowanych środków wyrazu – niesprawiedliwość, oszczerstwo, ksenofobia…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>