Za dużo nienawiści!

Media huczą o nazistach. Opisują, komentują, moralizują, osądzają, przestrzegają, odsłaniają związki ideologiczne, snują analogie… Oto garstka naszych rodaków, młodych ludzi, w lesie pod Wodzisławiem obchodzi urodziny Hitlera, a jednocześnie wyraża przywiązanie i miłość do Polski – ukochanej ojczyzny. Na potrzeby ceremoniału jeden z nich szyje sobie mundur SS-mana. Stawiają nazistowskie emblematy, eksponują portrety führera, wykonują gesty i wznoszą okrzyki, przez które upodabniają się do nazistów… Krytyka tych sympatyków nienawiści jest w pełni zasadna. Miałem nadzieję, że prokuratura zadziała sprawnie, a sąd wymierzy im adekwatną karę – taką, która odstraszyłaby ich i im podobnych od organizowania tego typu ceremoniałów w przyszłości. Dziś jednak okazało się, że prokurator ustalił, iż ludzie ci, organizując „urodziny Hitlera”, manifestowali jedynie swoje osobiste poglądy i nie mieli wpływu na to, do kogo dotrze ich przekaz i jaki będzie miał na odbiorców wpływ.

Incydent został prawdopodobnie zarejestrowany przez dziennikarzy, którym udało się do tej grupki przyłączyć. Właśnie: nie wniknąć czy z narażeniem życia przeniknąć, ale po prostu przyłączyć się. Wszystko wskazuje bowiem na to, że pod Wodzisławiem nie działała głęboko zakonspirowana i świadoma konspiracyjnej specyfiki rozbudowana i zorganizowana grupa neonazistów – nie. To byli zwykli chłopcy i zwykłe dziewczęta (przynajmniej jedną widziałem w materiale TV), którym wydawało się, że robią coś fajnego, albo pożytecznego i specjalnie się z tym nie kryją. Założyli nawet stowarzyszenie, w ramach którego robią też zapewne rzeczy mniej kontrowersyjne, ale żeby świętować „urodziny Hitlera”…? Zastanawiam się, skąd mogło im to przyjść do głowy? Jest dziś tyle możliwości fajnego lub pożytecznego spędzania czasu lub ideowego działania, skąd pomysł, aby bawić się ideologią nazistowską i organizować nazistowskie ceremoniały?? Powszechnie wiadomo, jak bardzo zbrodniczy był to system. Trudno pojąć to zachowanie.

Obawiam się, że jest tak, jak pisze o. Ludwik Wiśniewski w ostatnim numerze Tygodnika Powszechnego – nasze ojczyźniane życie skąpane jest ostatnio, jak nigdy wcześniej, w morzu wzajemnej wrogości. Młodzi ludzie chłoną dziś tę atmosferę. Wydaje im się, że jak kogoś mocno nienawidzą, to jest to postawa właściwa, oczekiwana, patriotyczna – taka, jaka jest potrzebna i najlepsza w dzisiejszych czasach. Zamiast rozwiązywać problemy, łatwiej jest wybrać sobie wroga, wskazać komuś wroga lub kreować wroga. W sposób mniej lub bardziej zorganizowany można dzięki temu sterować emocjami wobec wroga. Wroga można się bać, ale można też mieć wobec niego poczucie moralnej wyższości. Wroga trzeba nienawidzić, ale przecież ostatecznie trzeba go pokonać, choć nie za szybko, bo potem trzeba by znaleźć wroga nowego. Spece od społecznej inżynierii potrafią zręcznie manipulować zbiorowymi emocjami, dzięki czemu z łatwością potrafią zarządzać zastępami posłusznych i w dużej mierze bezmyślnych wyznawców… Może tak to działa, a może nie…?

Osobiście odbieram medialne doniesienia o działaniach tej grupki spod Wodzisławia, jako głupi, tragikomiczny folklor. Poważnie natomiast trzeba potraktować społeczne i emocjonalne podłoże, na którym zrodziła się w umysłach młodych ludzi idea wyznawania zorganizowanej nienawiści. Czy jeśli ktoś myśli lub działa inaczej niż ja, to jest moim wrogiem? Czy jeśli ktoś postępuje inaczej niż ja to uważam za właściwe, to czy zawsze muszę tę odmienność klasyfikować jako zdradę wartości, świętości, Boga i ojczyzny? Czy zawsze ten drugi, inny, obcy, to będzie człowiek zły, niebezpieczny, zagrażający? Kiedy uznamy, że przebrała się miarka nienawiści? Pobicie w stołecznym tramwaju za rozmowę po niemiecku było oburzające, ale po kilku dniach temat z mediów zniknął. Powieszenie na szubienicach portretów polityków na katowickim Placu Sejmu Śląskiego było happeningiem czy jednak festiwalem nienawiści? Wyprowadzenie z kościoła kobiety, która podczas mszy sprawowanej przez znanego z nacjonalistycznych poglądów księdza z Bydgoszczy trzymała transparent z napisem „Rasizm to grzech”, było oburzające, ale mam wrażenie, że przeszło jednak bez echa. Nienawiść bliźniego wygrała wtedy w kościele z miłością bliźniego, a w Kościele było o tym dramatycznie cicho. Nienawiść do muzułmanów staje się w wielu środowiskach normą. Jest z nią tylko u nas jeden problem: z powodu braku muzułmanów, nienawiść ta rozlewa się na innych – na obcych, na jakkolwiek rozumianych lewaków, na Owsiaka, na tych czy tamtych stronników politycznych… Od tej nienawiści robi się u nas bardzo niedobrze, bo nienawiść odbiera zdolność myślenia i rozsądnego działania. Kierując się nienawiścią możemy dzielić ludzi tylko na swoich i wrogów. Trochę słabo taka etyka jaskiniowców koresponduje z chrześcijaństwem, które jednak jest nam przecież bliższe. Przynajmniej takim być powinno…

Nie zgadzam się z zaklęciem, że wszystko jest w porządku, że to wszystko zachowania marginalne, że ci ludzie prezentują tylko prywatne poglądy i nie mają wpływu na to, do kogo ich prezentacje dotrą.  Za dużo u nas nienawiści!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>