Zmiana władzy

Zgodnie z regułami demokracji właśnie odbyły się kolejne wybory parlamentarne. Zgodnie z prezentowanymi od dawna sondażami wygrało PIS, osiągając wynik, który prawdopodobnie pozwala działaczom tej partii przejąć samodzielną władzę w naszym kraju. Zgodnie z tym, czego można było się spodziewać, PIS-owi to zwycięstwo nie wystarcza. Prezes już w pierwszych słowach po ogłoszeniu sondaży zapowiedział, że chce szerszej biało-czerwonej drużyny i w związku z tym wyciąga rękę do chętnych. A więc nie chodzi mu o zwykłą władzę i zwykłą odpowiedzialność – chodzi o władzą absolutną i odpowiedzialność przez Bogiem i historią. Magiczny próg 307 sejmowych mandatów, który pozwala na wszystko, to strategiczny cel PIS. Znikoma zdolność koalicyjna wymusza szukanie takich rozwiązań, które uwolnią PIS od konieczności liczenia się z ze zdaniem innych, ze zdaniem kogokolwiek. Urzędujący w pałacu prezydenckim Andrzej Duda nie stanowi żadnej gwarancji przyzwoitości władzy, bo po takim zwycięstwie PIS, prezydent zostanie notariuszem rządu. Gwarantowana decyzyjność – 100%.

Zwycięstwo w wyborach parlamentarnych jest wyczynem znaczącym, jest sukcesem, jest świadectwem taktycznego i organizacyjnego geniuszu. Ale jeszcze większym sukcesem jest wygranie wyborów drugi raz z rzędu, czego dokonała jak na razie tylko PO. W tym kontekście sukces PIS, mimo że imponujący, jest zaledwie początkiem drogi, wstępem do czegoś nieokreślonego. Na razie wyborcy negatywnie ocenili perspektywę dalszych rządów PO, ocenę rządowi PIS wystawimy za jakiś czas. Kaczyński to genialny strateg ale czy jest mężem stanu? Czy mąż stanu po wygranych wyborach, mówi, że wynik swojej partii musi jeszcze zoptymalizować, aby zmienić konstytucję? (jednocześnie pomysły na zmiany konstytucyjne ukrywając przez wyborcami skrzętnie?) Konstytucja, owszem, może być przedmiotem refleksji. Ale można o jej rekonstrukcji myśleć i rozmawiać także w okolicznościach pluralistycznych. Jeden rodzaj wrażliwości, jedna partia, jeden przywódca nie powinni układać wszystkiego po swojemu.

PIS na pewno nie wygrało ze względu na porywający program, bo ich obietnice są nie do zrealizowania. To zwycięstwo jest przede wszystkim głosem sprzeciwu przeciwko stylowi sprawowania władzy przez PO. Przy czym to nie było głosowanie przeciwko ludziom PO ale przeciwko stylowi rządzenia. To była czerwona kartka pokazana ścisłemu kierownictwu partii. Od jakiegoś czasu styl PO był skrajnie bierny, oparty na przekonaniu, że zarządzanie strachem przed PIS pozwoli trwać przy władzy przez dowolną ilość kadencji. Szefowa PO, mimo że w kampanii bardzo pracowita, nie była – niestety – najmocniejszym punktem swojej partii. PIS nie wygrało więc dlatego, że jest dobre, to PO, z wieloma fantastycznymi ludźmi, przestała być zdolna do proponowania i prezentowania porywających pomysłów. Pozostaje też kwestia ceny, jaką trzeba zapłacić za domniemane lub faktyczne afery i niemrawe, a czasem niehonorowe podejście do ich wyjaśniania.

Wynik PIS-u to także cena, jaką płaci partia władzy za konieczne działania. Np. dla podniesienia wieku emerytalnego nie było i nie ma alternatywy. Ciekawy jestem, w jaki sposób PIS rozegra teraz ten wątek. Teraz – kiedy opadły emocje kampanii i trzeba trzymać się ekonomicznych i demograficznych faktów. Reforma wieku szkolnego, choć całkowicie zrozumiała, została niepotrzebnie rozłożona w czasie dając pole do różnego rodzaju emocjonalnych aktywności. Restrukturyzacja OFE, czyli skuteczna i konstruktywna zmiana w finansowaniu systemu ubezpieczeń społecznych, została wizerunkowo zawłaszczona przez oponentów tej zmiany i przedstawiona, jako skok państwa na kasę obywateli. Można to było przygotować i rozegrać lepiej.

Partie politycznie muszą się od siebie różnić – to oczywiste. U nas jednak w czasie kampanii te różnice sięgały elementarnych cech ludzkich. Oponent polityczny podległ skrajnemu zohydzeniu, wręcz dehumanizacji. Przeciwnikom przypisywano najgorsze cechy, które nie miały żadnego uzasadnienia w rzeczywistości. Dziś, po wyborach, kiedy dokonuje się najnormalniejsza w demokracji rzecz – zmiana władzy, okazuje się, że to wszystko było trochę na niby. Kiedy piszę te słowa, w TV rozmawiają reprezentanci partii startujących w wyborach i mówią do siebie, jak ludzie. Joachim Brudziński, zwykle pełen agresywnych emocji, mówi do Adama Szejnfelda per „panie Adamie”. Nieźle!

PIS otrzymał państwo w dobrym stanie. Wierzę, że będzie umiał zadbać o jego dalszy rozwój w sposób porównywalny, jak czynili to dotychczas rządzący. Jeśli coś poprawią – będę się cieszył. Mam tylko nadzieję, że zwycięska partia nie uzyska większości bezwzględnej w parlamencie. Paradoksalnie będzie to na rękę i PIS-owi i Polsce. Przez brak większości konstytucyjnej PIS zyska bowiem wytłumaczenie, dlaczego nie może wprowadzić części swoich obietnic. PIS uratuje twarz, a gospodarka aż tak bardzo nie ucierpi.

Komentarze

  1. Październik 27, 2015

    Jerzy Odpowiedz

    No ladnie Piotrze, ladnie. Widze, ze polityka wziela Cie na dobre. Jest duze prawdopodobienstwo, ze i Ciebie bede wyboeral.

  2. Październik 28, 2015

    Piotr Kunce Odpowiedz

    Witaj Jerzy :) Bez obaw, nie ma takiego prawdopodobieństwa. Polityka gości tutaj tylko sezonowo, normalnie to jest porządna strona ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>